Przejdź do treści

    Zapisy online otwarte

    Wróć do bloga
    Rozwój i wsparcie
    5 czerwca 202610 min

    Pierwsze miesiące z terapeutą. Jak wygląda wczesne wspomaganie rozwoju od środka

    dr Karina Szafrańskadr Karina Szafrańska
    Pierwsze miesiące z terapeutą. Jak wygląda wczesne wspomaganie rozwoju od środka

    Rodzice, którzy po raz pierwszy przyprowadzają dziecko na zajęcia w ramach wczesnego wspomagania rozwoju, często pytają mnie to samo pytanie. Nie wprost, ale słyszę je w tym, jak stoją przy drzwiach gabinetu i patrzą na salę. Pytanie brzmi: i co wy tu właściwie robicie?

    Bo sala wygląda jak sala zabaw. Jest dywan, są poduszki, są zabawki. Terapeuta siada na podłodze. Dziecko bierze klocek i rzuca go w kąt. Terapeuta bierze drugi klocek i też go odkłada. Przez chwilę nic spektakularnego się nie dzieje.

    To jest właśnie praca.

    Dlaczego terapia wygląda jak zabawa

    Zabawa jest dla małego dziecka tym, czym dla dorosłego jest rozmowa. To w niej dziecko przetwarza świat, uczy się, buduje relacje, ćwiczy umiejętności. Nie da się pracować z małym dzieckiem inaczej niż przez zabawę - a przynajmniej nie da się pracować skutecznie.

    Kiedy terapeuta siada na podłodze i podąża za dzieckiem, nie traci czasu. Obserwuje. Patrzy, jak dziecko bada przedmioty: czy bierze do ust, czy ogląda, czy rzuca, czy układa. Patrzy, jak reaguje na obecność drugiej osoby: czy nawiązuje kontakt wzrokowy, czy go unika, czy inicjuje kontakt, czy czeka na sygnał. Patrzy, czy wokalizuje, czy wskazuje, czy pokazuje. Każde z tych zachowań coś mówi. I każde z nich jest punktem wyjścia do pracy.

    Zabawa jest też narzędziem terapeutycznym w ścisłym sensie. Terapeuta nie bawi się „żeby nawiązać kontakt, a potem przejść do ćwiczeń". Zabawa jest ćwiczeniem. Budowanie wieży z klocków i celowe jej przewracanie - to jest praca nad planowaniem ruchu, sekwencjami, przewidywaniem i reakcją na zmianę. Układanie puzzli - to praca nad percepcją wzrokową i rozumieniem relacji przestrzennych. Naśladowanie prostych gestów przy piosence - to praca nad naśladownictwem, które jest fundamentem uczenia się mowy.

    Rodzic, który stoi z boku i widzi „tylko zabawę", widzi formę. Ale za tą formą jest precyzyjnie zaplanowana treść.

    Dlaczego rodzic jest w gabinecie, a nie za drzwiami

    To pytanie pojawia się niemal zawsze. Niektórzy rodzice są zaskoczeni, że zostaną poproszeni o wejście na sesję. Inni - że zostaną poproszeni o aktywny udział, nie tylko obserwację.

    Odpowiedź jest prosta: terapeuta spędza z dzieckiem dwie, może cztery godziny tygodniowo. Rodzic spędza z nim resztę czasu. Jeśli to, co dzieje się na sesji, nie ma żadnego przełożenia na to, co dzieje się w domu, efekty terapii są ułamkiem tego, czym mogłyby być.

    Obecność rodzica na sesji służy kilku rzeczom jednocześnie. Rodzic widzi, jak terapeuta reaguje na dziecko: jakiego języka używa, jak czeka, jak nie naciska, jak daje czas. To nie jest wiedza podana w instruktażu. To jest wiedza, którą się przyswaja przez obserwację i własną praktykę. Rodzic widzi też dziecko w sytuacji, w której może zauważyć coś, czego w codziennym pędzie nie widzi: jak dziecko się skupia, kiedy warunki są odpowiednie, jak reaguje na konkretny typ bodźca, co je cieszy, co przytłacza.

    I odwrotnie: terapeuta obserwuje rodzica i dziecko razem. Widzi, jak na siebie reagują, jaki jest rytm tej relacji, co płynie łatwo, co wymaga wysiłku. To informacja, której żaden kwestionariusz nie zastąpi.

    Praca z rodzicem nie jest dodatkiem do terapii. Jest jej częścią.

    Co to znaczy „indywidualny program" w praktyce

    Opinia o potrzebie wczesnego wspomagania rozwoju mówi, że dziecko wymaga wsparcia. Ale nie mówi, jakiego konkretnie - bo to zależy od dziecka, od etapu jego rozwoju i od tego, jak ten etap wygląda w kontekście całości.

    W praktyce indywidualny program to coś, co się tworzy i zmienia. Zaczyna się od diagnozy: co dziecko robi, czego jeszcze nie robi, w jakim obszarze jest największa rozbieżność między aktualnym funkcjonowaniem a tym, co byłoby spodziewane w tym wieku. Na tej podstawie ustalamy priorytety: co jest fundamentem, bez którego kolejne kroki nie mają sensu, co można rozwijać równolegle, co może poczekać.

    Priorytety się zmieniają. Dziecko, które na początku miało głównie trudności z komunikacją, po kilku miesiącach zaczyna mówić. Nagle wychodzi na wierzch coś innego: że reaguje bardzo intensywnie na dźwięki, że unika pewnych faktur, że ma kłopot z przejściem między aktywnościami. Program się przesuwa, bo dziecko się przesuwa.

    To nie jest brak konsekwencji. To jest odpowiedź na to, czego dziecko naprawdę potrzebuje w danym momencie, a nie trzymanie się planu, który przestał być aktualny.

    Jak wyglądają postępy. I dlaczego nie zawsze wyglądają tak, jak się spodziewamy

    Jedno z najtrudniejszych pytań, jakie słyszę od rodziców, brzmi: kiedy zobaczymy efekty?

    Chciałabym móc powiedzieć: po trzech miesiącach. Albo: po dwudziestu sesjach. Ale prawda jest inna.

    Rozwój małego dziecka nie przebiega liniowo. Są okresy, kiedy przez kilka tygodni nie widać nic, a potem w ciągu jednego weekendu pojawia się pięć nowych słów. Są okresy intensywnej nauki, po których dziecko potrzebuje czasu na „przetrawienie" - i wtedy z zewnątrz wygląda, jakby stanęło w miejscu. Są umiejętności, które dojrzewają powoli i długo, niewidoczne, a potem nagle są.

    Rodzice, którzy widzą postępy wyłącznie przez pryzmat nowych słów albo nowych umiejętności ruchowych, czasem nie zauważają czegoś równie ważnego: że dziecko jest spokojniejsze. Że lepiej znosi zmianę planu. Że chętniej wchodzi w kontakt. Że łatwiej mu zasnąć. To też są efekty pracy terapeutycznej - i często poprzedzają te bardziej spektakularne.

    Dlatego na sesjach rozmawiamy nie tylko o tym, co dziecko nowego potrafi. Rozmawiamy o tym, jak żyje. Jak śpi, jak je, jak reaguje na inne dzieci, jak się zachowuje w nowych miejscach. Ten szerszy obraz pozwala zobaczyć postęp tam, gdzie patrząc wyłącznie na listę umiejętności, można go nie dostrzec.

    Co się dzieje, kiedy coś nie idzie tak, jak powinno

    WWR to program wsparcia, nie gwarancja określonego rezultatu. Są dzieci, u których postępy są szybkie i wyraźne. Są takie, u których praca idzie wolniej, trudniej, z większą liczbą kroków wstecz. I są takie, u których po czasie okazuje się, że trudności mają inne podłoże niż pierwotnie myśleliśmy.

    Kiedy coś nie idzie zgodnie z oczekiwaniami, nie chowamy tego za ogólnymi zapewnieniami. Rozmawiamy z rodzicami o tym, co obserwujemy, co to może oznaczać, jakie są możliwe kroki. Czasem oznacza to poszerzenie diagnozy. Czasem zmianę podejścia terapeutycznego. Czasem skonsultowanie dziecka z innym specjalistą. Transparentność w tym zakresie nie jest niepotrzebnym niepokojem - jest szacunkiem dla rodzica i dziecka.

    Najczęstsze pytania rodziców o WWR

    Czy moje dziecko musi mieć formalną diagnozę, żeby skorzystać z WWR?

    Nie. Do uzyskania opinii o potrzebie wczesnego wspomagania rozwoju wystarczy zaświadczenie lekarskie stwierdzające opóźnienie lub zaburzenie rozwoju. Nie jest potrzebne orzeczenie o niepełnosprawności. Szczegółowy przewodnik po procedurze znajdziesz w naszym artykule o tym, czym jest WWR i jak je uzyskać.

    Jak długo trwają zajęcia WWR i jak często się odbywają?

    Zgodnie z przepisami dziecko może korzystać z czterech do ośmiu godzin zajęć miesięcznie. Konkretny wymiar ustala zespół specjalistów na podstawie potrzeb dziecka. Zajęcia odbywają się regularnie - najczęściej raz lub dwa razy w tygodniu.

    Czy moje dziecko musi chcieć uczestniczyć w zajęciach?

    Małe dzieci nie przychodzą na terapię z własnej woli i świadomą motywacją. Przychodzą, bo przyprowadza je rodzic. Opór na początku jest normalny i nie jest sygnałem, że terapia nie ma sensu. Jednym z pierwszych celów pracy jest zbudowanie relacji i bezpiecznej przestrzeni, w której dziecko będzie chciało być. To wymaga czasu - i cierpliwości obu stron.

    Co dzieje się, gdy dziecko kończy pięć lub sześć lat i zbliża się do szkoły?

    WWR trwa do momentu rozpoczęcia nauki w szkole. Przed tym momentem warto zadbać o diagnozę gotowości szkolnej i ocenę, jakiego rodzaju wsparcia dziecko może potrzebować w środowisku szkolnym. Poradnia może pomóc w tym przejściu: przygotować dokumentację, wskazać odpowiednie formy wsparcia w szkole, porozmawiać z rodzicami o tym, na co warto zwrócić uwagę w pierwszym roku nauki.

    Czy mogę realizować WWR w niepublicznej poradni?

    Tak. Opinia o potrzebie WWR może być realizowana w dowolnej placówce prowadzącej zajęcia w ramach wczesnego wspomagania rozwoju, publicznej lub niepublicznej. Koszty są finansowane z dotacji oświatowej niezależnie od tego, gdzie odbywają się zajęcia.


    Pierwsze spotkanie w ramach WWR to nie jest test dla dziecka. I nie jest ocena rodzica. To początek procesu, który trwa - z wahaniami, ze zwrotami, ze zmianami - tak długo, jak dziecko tego potrzebuje. Tyle czasu ile trzeba, nie tyle, ile się zmieści.

    Jeśli zastanawiasz się, czy WWR jest odpowiednim krokiem dla Twojego dziecka, zapraszamy na konsultację. Wspólnie przyjrzymy się temu, gdzie dziecko jest teraz i jaki mógłby być dobry następny krok.

    Artykuł napisała dr Karina Szafrańska, neurologopedka, pedagożka specjalna, założycielka Ad Verbum. Doktor nauk humanistycznych Akademii Pedagogiki Specjalnej. Od 2005 roku prowadzi diagnozę i terapię dzieci z trudnościami rozwojowymi, w tym w ramach wczesnego wspomagania rozwoju. Artykuł ma charakter informacyjny i nie zastępuje konsultacji ze specjalistą.

    WWR
    wczesne wspomaganie rozwoju
    terapia małego dziecka
    rodzic na sesji
    dr Karina Szafrańska