Przejdź do treści

    Bezpłatna konsultacja

    Wróć do bloga
    Mowa i język
    18 września 20268 min

    Mówi dużo. Tylko nikt go nie rozumie

    Ad VerbumZespół Ad Verbum
    Mówi dużo. Tylko nikt go nie rozumie

    W domu wszystko jest jasne. Dziecko mówi bez przerwy, opowiada, komentuje, zadaje pytania od rana. Ma słownik, ma zdania, ma swoje ulubione zwroty. Nikt w rodzinie nigdy nie miał problemu, żeby się z nim dogadać.

    Potem są urodziny u kolegi z grupy. Dziecko podchodzi do mamy jednego z zaproszonych dzieci i coś do niej mówi. Ona nachyla się, uśmiecha, prosi, żeby powtórzyło. Dziecko powtarza. Ona patrzy na Ciebie, a Ty tłumaczysz.

    I potem tłumaczysz drugi raz. I trzeci. I nagle orientujesz się, że robisz to od dawna, tylko nigdy tego tak nie nazwałaś.

    Tu jest sedno sprawy. Rodzice zwykle mierzą rozwój mowy liczbą słów: czy dużo mówi, czy buduje zdania, czy zna nazwy zwierząt. Przedszkole mierzy go czymś innym: czy da się go zrozumieć. To są dwie różne miary i dziecko może wypadać świetnie w jednej, a wyraźnie słabiej w drugiej.

    Dlatego rozmowa po zebraniu bywa takim zaskoczeniem.

    Dwie miary rozwoju mowy, które łatwo pomylić

    Pierwsza miara to zasób językowy. Ile dziecko rozumie, ile słów używa, czy buduje zdania, czy odmienia, czy potrafi opowiedzieć, co się wydarzyło. To jest ta strona rozwoju mowy, którą widać w domu najlepiej, bo dom jest miejscem, gdzie dziecko mówi najwięcej i najswobodniej.

    Druga miara to zrozumiałość. Ile z tego, co dziecko mówi, odbiera osoba, która nie zna kontekstu, nie zna historii i nie jest osłuchana z jego sposobem mówienia.

    Te dwie rzeczy rozwijają się równolegle, ale nie zawsze w tym samym tempie. Można mieć bogaty słownik i jednocześnie mowę trudną do odczytania. Można też mówić bardzo wyraźnie i niewiele.

    Dziecko z bogatym słownikiem i niską zrozumiałością jest w sytuacji szczególnej, bo ma dużo do powiedzenia i realną trudność z przekazaniem tego dalej. To zwykle najbardziej frustrujące połączenie dla samego dziecka.

    Dla rodzica ta sytuacja jest niewidoczna z jednego prostego powodu: on rozumie wszystko. Nie dlatego, że słucha mniej uważnie, tylko dlatego, że jego mózg uzupełnia braki na podstawie kontekstu, historii i lat osłuchania. Piszemy o tym mechanizmie szerzej w artykule Pani w przedszkolu powiedziała, żeby iść do logopedy.

    Ile powinna rozumieć obca osoba

    Orientacyjna skala według wieku

    W logopedii używa się prostej orientacji, która pokazuje, jaka część wypowiedzi dziecka powinna być zrozumiała dla osoby spoza rodziny.

    • około 18 miesięcy: mniej więcej jedna czwarta
    • około 2 lat: mniej więcej połowa
    • około 3 lat: mniej więcej trzy czwarte
    • około 4 lat: praktycznie całość

    To ostatnie wymaga wyjaśnienia, bo brzmi surowo. Czterolatek zrozumiały w całości wcale nie musi mówić bezbłędnie. Może nie mieć jeszcze r, może upraszczać sz, ż, cz, dż, może przekręcać trudniejsze słowa. Chodzi o coś innego: obca osoba powinna wiedzieć, co dziecko chce powiedzieć, mimo tych nieprawidłowości.

    Zrozumiałość i poprawność wymowy to nie to samo. Dziecko może mieć kilka głosek nieustalonych i być w pełni zrozumiałe. Może też mieć podobną liczbę trudności i być rozumiane w połowie, bo one nakładają się na siebie inaczej.

    Skala powyżej jest orientacją, nie normą do spełnienia co do dnia. Sens ma nie pojedynczy pomiar, tylko odpowiedź na pytanie, czy różnica jest wyraźna i czy utrzymuje się w czasie.

    Dlaczego to obca osoba jest lepszym miernikiem niż rodzic

    Najprostszy sposób sprawdzenia, gdzie jest dziecko, nie wymaga żadnego narzędzia. Wystarczy zwrócić uwagę na to, co dzieje się w kontakcie z osobami spoza domu.

    Sygnały, które warto zauważyć:

    • osoby spoza rodziny często proszą o powtórzenie
    • rodzic zaczyna tłumaczyć wypowiedzi dziecka, czasem nie zdając sobie z tego sprawy
    • rodzeństwo albo dziadkowie pełnią rolę tłumacza
    • dorośli odpowiadają dziecku ogólnie, na przykład „no proszę”, zamiast odnosić się do treści
    • inne dzieci przestają dopytywać i po prostu odchodzą

    Ostatni punkt jest najważniejszy i jednocześnie najtrudniejszy do zauważenia, bo dzieje się na placu zabaw, a nie przy stole.

    Skąd bierze się niska zrozumiałość

    Wiele głosek zniekształconych naraz

    Pojedyncza nieprawidłowość rzadko psuje zrozumiałość. Dziecko, które nie ma r, jest zwykle w pełni zrozumiałe, bo reszta słowa pozostaje nienaruszona.

    Sytuacja zmienia się, kiedy trudności jest kilka i dotyczą całych grup głosek naraz, na przykład wszystkich głosek szumiących i syczących jednocześnie. Wtedy słowo traci swój szkielet dźwiękowy i słuchacz nie ma się czego uchwycić.

    Jest jeszcze druga rzecz, o której mówi się rzadziej, a która wpływa na zrozumiałość mocniej niż pojedyncze głoski: upraszczanie budowy słów. Dziecko skraca dłuższe wyrazy, gubi sylaby, zamienia je miejscami, redukuje zbitki spółgłoskowe. „Kalendarz” staje się „kadaż”, „skrzynka” staje się „śinka”. Głoski same w sobie mogą być wymawiane poprawnie, a słowo i tak jest nie do odczytania.

    Tempo mowy i napięcie mięśniowe

    Część dzieci mówi bardzo szybko. Mają dużo do powiedzenia, boją się, że nie zdążą, albo po prostu tak funkcjonują. Przy dużym tempie artykulacja się rozmywa, końcówki znikają, słowa zlewają się ze sobą.

    Do tego dochodzi napięcie mięśniowe. Przy obniżonym napięciu w obrębie twarzy i języka ruchy artykulacyjne są mniej precyzyjne, buzia często pozostaje uchylona, mowa brzmi jakby była mówiona „na wpół”. To nie jest kwestia starania się. To kwestia tego, jak pracują mięśnie.

    Te dwie rzeczy często idą w parze i razem potrafią obniżyć zrozumiałość bardziej niż kilka nieprawidłowo wymawianych głosek.

    Sprawność aparatu artykulacyjnego

    Wymowa to praca konkretnych mięśni w konkretnej kolejności. Na jej precyzję wpływa to, jak pracuje język, wargi i żuchwa, czy dziecko oddycha nosem czy przez usta, jak wygląda zgryz i wędzidełko podjęzykowe, jakie ma doświadczenia w gryzieniu i żuciu.

    U części dzieci trudność leży jeszcze gdzie indziej: nie w sprawności mięśni, tylko w planowaniu ruchu. Dziecko wie, co chce powiedzieć, zna słowo, ale ma trudność z ułożeniem sekwencji ruchów potrzebnych do jego wypowiedzenia. Charakterystyczne jest wtedy to, że to samo słowo za każdym razem brzmi trochę inaczej. To wymaga innej pracy niż typowa terapia wymowy i jest jednym z powodów, dla których diagnoza poprzedza terapię, a nie odwrotnie.

    Dlaczego to ma znaczenie w przedszkolu i szkole

    Nie chodzi o ocenę ani o to, jak dziecko wypada na tle grupy. Chodzi o liczbę okazji.

    Dziecko, które trudno zrozumieć, jest rzadziej pytane. Nie z niechęci, tylko dlatego, że rozmowa z nim wymaga więcej wysiłku, a w grupie dwudziestu kilku dzieci uwaga rozkłada się tam, gdzie kontakt idzie łatwiej. Rówieśnicy zwykle dopytują dwa razy, potem przestają.

    Część dzieci reaguje na to strategią. Zaczyna mówić mniej, wybiera krótsze słowa, ogranicza się do zdań, o których wie, że przechodzą. Z zewnątrz wygląda to tak, jakby dziecko nagle zamilkło albo stało się nieśmiałe. Rodzic widzi „mówi mniej niż kiedyś”, a naprawdę dzieje się coś innego: dziecko oszczędza sobie powtarzania.

    Jest też kwestia dalszego etapu. Sposób, w jaki dziecko słyszy i różnicuje dźwięki mowy, ma związek z tym, jak później zapisuje wyrazy. To osobny temat, do którego wrócimy w artykule o błędach w pisaniu w drugiej klasie.

    Ta informacja nie jest po to, żeby budować napięcie. Jest po to, żeby pokazać, że zrozumiałość nie dotyczy tylko brzmienia. Dotyczy tego, ile dziecko może powiedzieć i ile w zamian dostaje.

    Najczęściej zadawane pytania

    Czy dziecko dwujęzyczne rozwija mowę wolniej?

    Dwujęzyczność sama w sobie nie powoduje trudności w mowie i nie jest powodem do odkładania konsultacji. U dzieci dwujęzycznych naturalne są zjawiska, których nie ma u jednojęzycznych: mieszanie języków w jednym zdaniu, chwilowa przewaga jednego z nich, wolniejszy przyrost słownictwa w każdym z osobna, choć łącznie porównywalny. Niska zrozumiałość w obu językach naraz to już coś innego i warto się temu przyjrzeć. Ważne, żeby ocenę przeprowadzić z uwzględnieniem sytuacji językowej domu, bo bez tego łatwo o pomyłkę w obie strony.

    Czy warto prosić dziecko o powtarzanie, gdy mówi niewyraźnie?

    Powtórzenie na żądanie zwykle niewiele daje, bo dziecko powtarza dokładnie tak samo, tylko głośniej. Lepiej sprawdza się dopytanie o treść, na przykład o to, o kim albo o czym mówi, oraz powtórzenie przez dorosłego tego, co się zrozumiało, w poprawnej formie i bez komentarza. Dziecko słyszy wtedy prawidłowy wzorzec, a rozmowa idzie dalej. Prośba o powtarzanie, zwłaszcza przy innych osobach, u części dzieci prowadzi do tego, że zaczynają mówić mniej.

    Czy niska zrozumiałość wpłynie na naukę czytania?

    Nie zawsze i nie u każdego dziecka. Związek istnieje, ale nie jest automatyczny. Znaczenie ma przede wszystkim słuch fonemowy, czyli umiejętność rozróżniania podobnie brzmiących dźwięków, oraz to, czy trudności w mowie utrzymują się w wieku szkolnym. Dlatego przy niskiej zrozumiałości u pięcio- i sześciolatka warto ocenić także tę umiejętność, a nie tylko samą wymowę.

    Ile trwa terapia, jeśli zniekształconych jest kilka głosek?

    Zależy od tego, co jest przyczyną, a nie od liczby głosek. Jeśli u podstaw leży wspólny mechanizm, na przykład niska sprawność języka albo oddychanie przez usta, praca nad nim poprawia kilka rzeczy naraz. Jeśli trudności są od siebie niezależne, pracuje się nad nimi po kolei. Dlatego liczba głosek na liście nie mówi wiele o długości terapii, a plan powstaje dopiero po diagnozie.

    Czy dziecko wie, że jest niezrozumiałe?

    Zwykle tak, choć rzadko potrafi to nazwać. Wie natomiast, że dorośli często proszą o powtórzenie, że rodzic mówi za nie, że rozmowa czasem się urywa. Część dzieci reaguje na to wycofaniem, część złością, część mówieniem głośniej. Warto wiedzieć, że to nie jest brak starania. To reakcja na powtarzające się doświadczenie bycia niezrozumianym.

    Na koniec

    „Mówi dużo” i „da się go zrozumieć” to dwa różne zdania. Pierwsze mówi o tym, ile dziecko ma do powiedzenia. Drugie o tym, ile z tego dociera.

    Kiedy rozjeżdżają się one wyraźnie, warto to sprawdzić, ale nie z powodu brzmienia. Z powodu tego, że dziecko z bogatym słownikiem i trudną do odczytania mową ma codziennie mniej udanych rozmów, niż mogłoby mieć.

    Towarzyszymy, nie naprawiamy. Chodzi o to, żeby dziecko mogło powiedzieć to, co ma do powiedzenia.


    Jeśli zauważacie u siebie, że tłumaczycie innym, co powiedziało Wasze dziecko, zapraszamy na konsultację logopedyczną. Sprawdzimy, gdzie gubi się przekaz, i ustalimy, czy i jaka praca ma na tym etapie sens. O tym, dlaczego rodzic często nie słyszy tego, co słyszy wychowawczyni i kiedy warto iść do logopedy, a kiedy dziecko wyrośnie z wady wymowy, piszemy w osobnych artykułach.

    Artykuł przygotował zespół Ad Verbum. Ma charakter informacyjny i nie zastępuje konsultacji ze specjalistą. Każde dziecko rozwija się w swoim tempie, dlatego tak duże znaczenie ma indywidualna ocena.

    zrozumiałość mowy
    wada wymowy
    rozwój mowy
    logopeda
    przedszkolak
    dziecko mówi niewyraźnie